Schoolboy Q - "Habits & Contradictions"
data: 2012-01-27źródło: megafon.plSchoolboy Q - ten pseudonim może wam niewiele mówić. Ba, idę o zakład, że większość z was czyta o tym raperze po raz pierwszy. Myślę jednak, że nie ostatni, bo to jeden z tych artystów, do których należy przyszłość. Jego drugi album dowodzi zarówno niebanalnego podejścia do muzyki, jak i przede wszystkim talentu.
Warto zacząć od tego, że przed seansem z "Habits & Contradictions" nie powinniście się na cokolwiek nastawiać. To, co usłyszycie, będzie bowiem tak inne od hip-hopu, jaki znacie, że potężnie wami wstrząśnie. Może jako tekściarz Schoolboy Q niczym specjalnym się nie wyróżnia, bo tematyka jego utworów zamyka się najczęściej w schemacie narkotyki, kobiety, seks, pieniądze i gangsterka, ale już styl rapowania na długo zapada w pamięć. Nie ma na płycie choćby dwóch kawałków, w których artysta zarapowałby tak samo! Ciągle moduluje głos, zmienia go, bawi się. Trochę jest to operacja na żywym organizmie, przez co bywają momenty denerwujące, ale już sam fakt tak oryginalnego podejścia zasługuje na pochwały. Schoolboy Q jest mrocznym typem, któremu nie brak pewności siebie, ale zdarzają się też, chociaż bardzo rzadko, momenty refleksyjne, bardziej osobiste, a mniej przechwałkowe. Intryguje muzyka. Chociaż nad albumem pracowało wielu producentów (m.in. Lex Luger, The Alchemist, THC i Best Kept Secret), udało się zachować spójny, zamglony, trochę filmowy klimat. Momentami jak z horroru, chwilę później jak z gangsterskiego klasyku, a to wszystko w oparciu o ciężkie basy oraz syntetyczną perkusję. To nie jest płyta idealna, zdarzają się na niej momenty słabe ("Sex Drive" czy "NiggaHs.Already.Know.Davers.Flow"), ale czymś przyciąga, cały czas też zaskakuje. Jest inna. A to co inne zasługuje na szczególny szacunek i uwagę.
Warto zacząć od tego, że przed seansem z "Habits & Contradictions" nie powinniście się na cokolwiek nastawiać. To, co usłyszycie, będzie bowiem tak inne od hip-hopu, jaki znacie, że potężnie wami wstrząśnie. Może jako tekściarz Schoolboy Q niczym specjalnym się nie wyróżnia, bo tematyka jego utworów zamyka się najczęściej w schemacie narkotyki, kobiety, seks, pieniądze i gangsterka, ale już styl rapowania na długo zapada w pamięć. Nie ma na płycie choćby dwóch kawałków, w których artysta zarapowałby tak samo! Ciągle moduluje głos, zmienia go, bawi się. Trochę jest to operacja na żywym organizmie, przez co bywają momenty denerwujące, ale już sam fakt tak oryginalnego podejścia zasługuje na pochwały. Schoolboy Q jest mrocznym typem, któremu nie brak pewności siebie, ale zdarzają się też, chociaż bardzo rzadko, momenty refleksyjne, bardziej osobiste, a mniej przechwałkowe. Intryguje muzyka. Chociaż nad albumem pracowało wielu producentów (m.in. Lex Luger, The Alchemist, THC i Best Kept Secret), udało się zachować spójny, zamglony, trochę filmowy klimat. Momentami jak z horroru, chwilę później jak z gangsterskiego klasyku, a to wszystko w oparciu o ciężkie basy oraz syntetyczną perkusję. To nie jest płyta idealna, zdarzają się na niej momenty słabe ("Sex Drive" czy "NiggaHs.Already.Know.Davers.Flow"), ale czymś przyciąga, cały czas też zaskakuje. Jest inna. A to co inne zasługuje na szczególny szacunek i uwagę.
Archiwym wydarzeń
- 2012-02-23 Red Box także w Krakowie i Wrocławiu
- 2012-02-23 Jessie Ware ucieka od SBTRKT
- 2012-02-23 Meshuggah połamie kości po podaniu maila
- 2012-02-23 Asian Dub Foundation na Przystanku Woodstock
- 2012-02-22 Jazzpospolita - "Impulse"
- 2012-02-22 Enter Shikari gwiazdą Audioriver
- 2012-02-22 The Qemists dwa razy w Polsce
- 2012-02-22 Żałosna singielka Taylor Swift
- 2012-02-22 Kylie i Dannii Minogue razem
- 2012-02-22 Zobacz wewnętrzny świat WhoMadeWho
- 2012-02-22 Lindsay Lohan ćwiczy ruchy Liz Taylor
- 2012-02-22 Little Dragon zagra po... Little Dragon
- 2012-02-22 Paul Weller wkracza w niebezpieczny wiek
- 2012-02-22 Chris Brown znów z Rihanną
- 2012-02-22 Harmonijny album perkusisty Slayera
- 2012-02-22 Katy Perry wyżyje się na byłym
- 2012-02-22 Adele i Ed Sheeran triumfatorami Brit Awards
- 2012-02-22 Szczęśliwa trzynastka Jacka White'a