Sprzeciw jeszcze przed koncertem
Dyskusja wokół zaproszenia Maleńczuka rozpoczęła się na długo przed jego przyjazdem do Zamościa. Część radnych PiS publicznie krytykowała decyzję organizatorów, argumentując, że muzyk jest postacią zbyt kontrowersyjną jak na wydarzenie finansowane z publicznych pieniędzy. Podczas jednej z sesji rady miasta przewodniczący Piotr Błażewicz zwracał uwagę na wypowiedzi artysty dotyczące używek i jego prowokacyjny wizerunek sceniczny.
– Mówi, że używa, że tęskni za narkotykami twardymi. Czy to na pewno jest osoba, która powinna występować na podsumowaniu roku kulturalnego w mieście wpisanym na listę UNESCO? – pytał wprost.
Mimo tych głosów sprzeciwu koncert doszedł do skutku. Sala Zamojskiego Domu Kultury wypełniła się publicznością, a sam występ od początku miał wyraźnie polityczny kontekst.
Słowa ze sceny, które dolały oliwy do ognia
Podczas koncertu Maleńczuk odniósł się bezpośrednio do krytyki ze strony lokalnych polityków. Jego wypowiedź, utrzymana w charakterystycznym dla artysty prowokacyjnym tonie, natychmiast stała się jednym z głównych punktów zapalnych całej sprawy.
– Pozdrawiam wszystkich "pisiorów" obecnych na sali! Czołem "pisiory"! Wiem, że tak naprawdę jesteście porządnymi ludźmi, tylko presja społeczeństwa i otoczenia wpływa na to, jak głosujecie – powiedział ze sceny.
Dla części publiczności była to satyra i element scenicznej gry, dla innych – przekroczenie granic i otwarty atak na konkretną grupę polityczną.
Ostra reakcja radnej PiS
Po koncercie głos zabrała radna PiS Martyna Martyniuk, która opublikowała w mediach społecznościowych emocjonalne nagranie. W ostrych słowach skrytykowała zarówno samego artystę, jak i decyzję o jego zaproszeniu.
– Panie Maleńczuk, mam nadzieję, że już nigdy pan nie wystąpi w naszym pięknym mieście – Zamościu. Ten koncert nigdy nie powinien się wydarzyć. Padło wiele wulgarnych słów, skierowanych w moją stronę i w stronę osób z mojego klubu. Nie ma na to mojej zgody – mówiła.
Radna zwróciła również uwagę na kwestie finansowe, podkreślając, że honorarium artysty – według jej słów blisko 40 tysięcy złotych – zostało wypłacone z pieniędzy publicznych.
– To są pieniądze mieszkańców i podatników. Bardzo źle wydane pieniądze. Osoba, która go zaprosiła, poniesie konsekwencje. Swoimi słowami tylko utwierdził mnie pan w przekonaniu, że miałam rację – dodała.
Jej wypowiedź szybko zaczęła krążyć w sieci, wywołując falę komentarzy zarówno popierających stanowisko radnej, jak i broniących artysty.
Maleńczuk odpowiada. "To był żart"
Do sprawy odniósł się sam Maciej Maleńczuk. W rozmowie z portalem Fakt.pl muzyk skomentował zarówno zarzuty radnej, jak i własne słowa wypowiedziane ze sceny. Jak podkreślił, jego wypowiedź miała charakter ironiczny i nie była atakiem na konkretne osoby.
– Jeszcze raz przypominam: powiedziałem "pisior też człowiek". Jeżeli o to się obrażacie, no to problem macie wy – stwierdził.
Artysta przypomniał również swoje doświadczenia z czasów PRL-u, podkreślając, że przez lata wielokrotnie mierzył się z presją i próbami ograniczania jego działalności artystycznej.
– Przez dziesięć lat grałem na ulicy w komunizmie, gdzie lądowałem na komendzie dwa razy w tygodniu. Co mi może taka pani Martyniuk zrobić? – dodał w rozmowie z Faktem.
Spór o granice wolności artystycznej
Cała sytuacja ponownie otworzyła dyskusję na temat granic wolności słowa w sztuce, roli artysty na scenie oraz tego, czy wydarzenia finansowane ze środków publicznych powinny być wolne od politycznych prowokacji. Dla jednych Maleńczuk pozostaje symbolem niezależności i bezkompromisowości, dla innych – twórcą, który świadomie prowokuje i dzieli opinię publiczną.
Jedno jest pewne: koncert w Zamościu na długo pozostanie jednym z najbardziej komentowanych wydarzeń kulturalno-politycznych początku 2026 roku, a spór między artystą a lokalnymi politykami pokazuje, jak cienka bywa granica między sztuką, satyrą a politycznym konfliktem.