Skolim przyznaje, że cena 4,99 zł za litr benzyny nie była jednorazowym chwytem marketingowym. Jak tłumaczy, wszystko odbywało się etapami — od 5,19 zł, przez 5,13 zł, aż do symbolicznej bariery poniżej pięciu złotych. Każdy krok był analizowany pod kątem reakcji klientów i natężenia ruchu na stacji.
Mniejsza marża, większy obrót
Artysta wprost mówi, że zarabia mniej na jednym litrze paliwa niż konkurencja. Jednocześnie zaznacza, że rekompensuje to skala. Na jego stacji regularnie tworzą się kolejki, a ruch bywa tak intensywny, że — jak sam przyznaje — mógłby dostawić kolejne dystrybutory.
Biznes oparty na zaufaniu
Skolim podkreśla, że od początku zależało mu na innym podejściu do klientów. Nie chce budować zysku kosztem ludzi, lecz na długofalowych relacjach. Jego zdaniem uczciwa cena i przyjazna atmosfera sprawiają, że klienci wracają.
Stacja jako miejsce, nie tylko punkt
W rozmowie zwraca uwagę, że stacja paliw ma być czymś więcej niż miejscem tankowania. Tania oferta gastronomiczna i estetyczna przestrzeń mają sprawić, że ludzie chętnie się zatrzymują, a nie tylko przejeżdżają dalej.
Spokojny rozwój zamiast ekspansji
Skolim nie planuje gwałtownego otwierania kolejnych punktów. Woli rozwijać projekt stopniowo, dopracowując detale i obserwując, jak model sprawdza się w praktyce.