Skolim nie ukrywa, że temat disco polo wraca w jego życiu zawodowym regularnie, często w formie etykiety, którą ktoś próbuje mu przypiąć. Jak podkreśla, sam problem nie leży w muzyce, lecz w uproszczeniach i stereotypach, które narosły wokół tego określenia.
Artysta zwraca uwagę, że disco polo w powszechnym odbiorze stało się skrótem myślowym, za którym idzie cały pakiet domysłów: światopogląd, gust, pochodzenie czy nawet preferencje polityczne. Jego zdaniem to absurdalne, bo muzyka nie definiuje człowieka w tak prosty sposób.
"Muzyka popularna to nie wstyd"
W rozmowie z WP Skolim zaznacza, że disco polo w swojej istocie jest formą muzyki popularnej – takiej, która ma bawić, dawać radość i integrować ludzi. Podkreśla, że podobne funkcje spełnia pop na całym świecie, tylko w Polsce przyjęło się traktować ten nurt jak coś gorszego.
Artysta zauważa, że wielu twórców, którzy publicznie dystansują się od disco polo, w rzeczywistości korzysta z bardzo podobnych schematów melodycznych i emocjonalnych. Różnica polega wyłącznie na wizerunku i narracji.
Hipokryzja branży
Skolim mówi wprost o hipokryzji środowiska muzycznego i medialnego. Z jednej strony disco polo jest obiektem żartów, z drugiej – regularnie pojawia się w przeróbkach, memach i formatach rozrywkowych, bo gwarantuje zainteresowanie i oglądalność.
Jak podkreśla, trudno jednocześnie kpić z gatunku i korzystać z jego popularności, udając, że nie ma on realnego znaczenia kulturowego.
Publiczność weryfikuje wszystko
Dla Skolima najważniejszym argumentem pozostaje reakcja ludzi. Setki koncertów rocznie, różnorodna publiczność i wspólna zabawa pokazują mu, że muzyka — niezależnie od etykiety — spełnia swoją rolę.
Artysta zaznacza, że na jego koncertach spotykają się osoby z różnych środowisk, w różnym wieku i o różnych poglądach. To, jego zdaniem, najlepszy dowód na to, że podziały narzucane z góry są sztuczne.
Bez kompleksów
Na koniec Skolim podkreśla, że nie ma potrzeby tłumaczyć się z muzyki, którą się tworzy. Jak mówi, największym problemem nie jest disco polo, lecz brak otwartości i potrzeba wartościowania ludzi przez pryzmat gustu.