Skolim przyznaje, że często spotyka się z oceną swojej twórczości przez pryzmat haseł takich jak "disco polo", "pop" czy "rap". Jego zdaniem to uproszczenie, które nie oddaje realnego odbioru muzyki przez słuchaczy. – Jeśli ludzie bawią się do piosenki, to znaczy, że ona działa – niezależnie od etykiety – tłumaczy.
"Muzyka środka" zamiast definicji
Artysta określa swoją twórczość jako muzykę środka, czyli taką, która łączy różne światy. Jego utwory funkcjonują zarówno na koncertach plenerowych, w klubach, jak i podczas rodzinnych imprez. Dla Skolima to najlepszy dowód, że granice gatunkowe są dziś płynne.
Duet z Matą jako symbol
W rozmowie wraca też do współpracy z Matą, którą traktuje jako naturalny krok, a nie prowokację. Podkreśla, że duet był spotkaniem dwóch światów, które w praktyce okazały się sobie bliższe, niż wielu osobom się wydawało.
Publiczność weryfikuje wszystko
Skolim zaznacza, że nie tworzy muzyki pod krytyków czy definicje. Najważniejsza jest reakcja publiczności – śpiew, energia i frekwencja na koncertach. To dla niego jedyny realny wyznacznik sensu twórczości.
Koniec z szufladkowaniem
Artysta przyznaje, że nie cierpi przypisywania ludzi do kategorii – nie tylko w muzyce, ale też w życiu. Jak podkreśla, takie uproszczenia prowadzą do niepotrzebnych podziałów.